
Czy można przeprowadzić bardzo dokładną analizę… i mimo wszystko dojść do błędnych wniosków?
Pewnie, zwłaszcza kiedy jeszcze przed rozpoczęciem analizy masz już swoją ulubioną odpowiedź. Wtedy zamiast sprawdzać, czy twoja hipoteza jest prawdziwa, możesz nieświadomie szukać argumentów, które pozwolą ci uznać ją za prawdziwą. Co ciekawe, im więcej takich argumentów znajdziesz, tym większe możesz mieć poczucie, że wykonałeś kawał solidnej analitycznej roboty. Problem w tym, że tak naprawdę dokładnie przeanalizowałeś tylko jedną stronę medalu.
Najpierw teza, potem pytania
Mark Snyder i William B. Swann Jr. pokazali ten mechanizm w ciekawym eksperymencie dotyczącym oceny innych ludzi. Uczestniczki miały sprawdzić, czy nieznana osoba jest ekstrawertykiem albo introwertykiem. Miały to sprawdzić, wybierając 12 pytań z dostępnej listy 26. Osoby testujące ekstrawersję częściej wybierały pytania dotyczące zachowań ekstrawertycznych, natomiast badające introwersję koncentrowały się na zachowaniach introwertycznych.
Działo się tak również wtedy, gdy nie było żadnych szczególnych powodów, aby początkową hipotezę uważać za bardziej prawdopodobną. Najpierw pojawiała się więc teza, a dopiero później dobierane były pytania, które pomagały ją potwierdzić.
Kiedy oczekiwanie zaczyna tworzyć rzeczywistość
W kolejnym badaniu zrobiło się jeszcze ciekawiej, ponieważ uczestnicy faktycznie rozmawiali z osobami, które mieli oceniać. Pytania ukierunkowane na ekstrawersję lub introwersję wpływały na przebieg rozmowy, a później także na sposób, w jaki zachowanie rozmówców oceniali niezależni obserwatorzy. Innymi słowy, początkowe oczekiwanie mogło częściowo współtworzyć zachowanie, które następnie stawało się… dowodem na słuszność tego oczekiwania.
Brzmi trochę jak samospełniająca się przepowiednia, prawda? Tyle że jej autor nie musi nawet zdawać sobie sprawy, że właśnie pomaga jej się spełnić. Najpierw tworzymy filtr, a później z zadowoleniem odkrywamy, że rzeczywistość wygląda dokładnie tak, jak przewidywaliśmy. Znajome zjawisko?
Czy wystarczy chcieć być obiektywnym?
Cóż, można by oczywiście pomyśleć, że wystarczyłoby ludziom przypomnieć o konieczności zachowania obiektywizmu albo dać im większą motywację do trafnej oceny. Autorzy badania próbowali także i tego. Jak? Przekazując informacje statystyczne sugerujące, że początkowa hipoteza może być mało prawdopodobna. Ba, próbowali nawet motywacji finansowej. 25 dolarów za możliwie dokładne rozpoznanie. Jednak tendencja do wybierania informacji potwierdzających nie zniknęła. Okazuje się więc, że samo pragnienie podjęcia dobrej decyzji nie musi wystarczyć, jeżeli sposób poszukiwania informacji od początku jest ustawiony pod określoną odpowiedź.
A jak działa to na giełdzie?
A teraz spróbujmy przenieść ten mechanizm na giełdę. Jeżeli jestem przekonany, że spółka X jest świetną inwestycją, mogę przez kilka godzin czytać raporty, analizować wyniki, wsłuchiwać się w wypowiedzi zarządu i przeglądać komentarze analityków. Co z tego, skoro moja uwaga będzie skupiona na informacjach odpowiadających na pytanie: „Dlaczego warto kupić?”. Znacznie trudniej może mi przyjść zadanie sobie pytania przeciwnego: „Co musiałoby być prawdą, żeby ta inwestycja okazała się fatalnym pomysłem?”.
Dobra analiza zaczyna się od próby obalenia własnej tezy
Być może więc dobra analiza inwestycyjna zaczyna się nie od szukania argumentów potwierdzających własną tezę, ale od próby jej obalenia. A to może być trudne. Bo jak tu zmusić się do uczciwego szukania powodów, dla których możesz nie mieć racji? A jeżeli znajdziesz taki argument, to pojawia się inny problem. To koszt psychologiczny. Trzeba dopuścić myśl, że poprzednia decyzja była błędna. A to może zaboleć.