
Człowiek to istota, która podobno obdarzona jest inteligencją. A skoro tak, to ten dar powinien nam pomagać w życiu. Pomaga? I tu już nie jest tak kolorowo, ponieważ czasami nasza inteligencja może obrócić się przeciwko nam. Jedną z oznak inteligencji jest zdolność do odkrywania prawidłowości. Nic dziwnego, na ogół czujemy się bardziej komfortowo, jeżeli rozumiemy, jak coś działa: urządzenia, procesy czy świat, w jakim funkcjonujemy.
To w czym problem?
W tym, że może się zdarzyć, że będziemy poszukiwać prawidłowości, których nie ma. Aby to zobrazować, posłużę się pewnym eksperymentem.
Wyobraź sobie, że masz przed sobą automat z dwoma dźwigniami: A i B. Jeżeli pociągniesz złą dźwignię, z automatu nie wypadnie nic, ale jeżeli wybierzesz tę dobrą wypadnie 10 $. Automat został zaprogramowany według pewnego schematu. Problem w tym, że go nie znasz. Załóżmy, że chcesz wyciągnąć z tej maszyny jak największą ilość pieniędzy. Masz przed sobą wiele prób.
Jaką strategię zastosujesz?
Autor tego eksperymentu zakłada, że będziesz szukać prawidłowości metodą prób i błędów. Najpierw pociągasz za dźwignię A i patrzysz, czy wypadnie 10 $. Następnie pociągasz za dźwignię B lub ponownie za A, tak długo, aż odkryjesz prawidłowość, która pozwoli ci zebrać największą ilość pieniędzy.
Okazało się, że automat jest zaprogramowany w taki sposób, że dźwignia A jest „hojna”, a dźwignia B jest „skąpa”. Zarówno dźwignia A, jak i B wydają pieniądze losowo, jednak te 10 $ dostajemy w 4 na 5 przypadków pociągnięcia dźwignią A, a tylko w 1 na 5 w przypadku poruszania dźwignią B.
Zwycięską strategią w tym przypadku jest korzystanie za każdym razem z dźwigni A, ponieważ to daje największe szanse wygrania jak największej sumy pieniędzy. Czy ludzie stojący przed takim wyzwaniem właśnie tak postępują? Co ciekawe – nie. Próbują różnych strategii, pociągając raz jedną, raz drugą dźwignię, aż skończy się gra. A nie to jest najgorsze. Podobny eksperyment przeprowadzono z udziałem gołębi. A ponieważ gołębie trudno skusić dolarami, tam nagrodą było ziarno. Efekt? Gołębie odkrywają strategię już po kilku próbach, a następnie konsekwentnie się jej trzymają.
Jesteśmy głupsi od gołębi czy przeszkadza nam wspomniana na wstępie inteligencja?
A teraz zmieńmy płaszczyznę. Wyobraź sobie, że A to akcje, a B to obligacje. Innymi słowy: A to ta „szczodra” dźwignia, a B to ten „dusigrosz”. Jeżeli będziesz za każdym razem pociągać dźwignię A, to nie masz pewności wygranej za każdym razem, ale masz duże szanse, że właśnie tak będzie. Podobnie, inwestując w akcje w horyzoncie kilkudziesięciu lat, nie masz pewności, że przyniosą wyższy zysk niż obligacje. Jednak prawdopodobieństwo tego, że tak się stanie, jest większe niż to, że więcej zarobisz, trzymając obligacje.
Czy to oznacza, że należy wszystkie oszczędności trzymać w akcjach? Niekoniecznie. Warto korzystać zarówno z jednych, jak i drugich instrumentów finansowych. Chodzi o strategię. I konsekwencję. Tymczasem ludzie często starają się wyczuć rynek, przeskakując z jednych produktów na drugie. Bo wizja kupienia w dołku i wyjścia na górce jest ekscytująca. To potwierdzenie własnej skuteczności wynikającej z wiedzy, doświadczenia i podjętego ryzyka. Szkoda tylko, że ta wizja rzadko się sprawdza. I często pozostawia po sobie zniechęcenie do samej idei inwestowania.
Inwestowanie nie wymaga perfekcyjnych decyzji, tylko rozsądnych nawyków. Regularność, cierpliwość i prostota robią więcej niż pogoń za ideałem.
Gołębie już to odkryły, a Ty? 😉